(GW) Wygląda na to, że w Gliwicach będzie referendum

Najpierw podpisy w sprawie referendum o odwołanie prezydenta zaczęli zbierać mieszkańcy, teraz na ulice wyszli radni. Według zwolenników referendum jesienią atmosfera będzie jeszcze bardziej gorąca. - Mamy już wystarczającą liczbę podpisów - przekonują.

Przeciwnikom prezydenta Frankiewicza nie spodobała się decyzja o likwidacji linii tramwajowej. Do tego dołączyli całą listę innych zarzutów. Zarzucają gliwickim władzom m.in. złą politykę podatkową, utrzymywanie tranzytowego ruchu tirów przez centrum i arogancję w stosunku do mieszkańców.

Podpisy w sprawie zorganizowania referendum zbierają od połowy lipca, oprócz tego na ulicach rozdają swoje ulotki. Stolik, gdzie mieszkańcy mogą poprzeć inicjatywę, rozstawili tuż przed urzędem miasta. - W weekendy dodatkowe punkty urządzamy w poszczególnych dzielnicach. Część list krąży też pocztą pantoflową wśród naszych znajomych i przyjaciół - wylicza Zbigniew Wygoda, pełnomocnik referendystów.

Widząc co się dzieje na ulicach, do kontrataku przystąpiły gliwickie władze. Najpierw samorządowcy przytłaczającą większością uchwalili specjalne oświadczenie, w którym kolejno, podpierając się liczbami, odpierają zarzuty inicjatorów akcji referendalnej. - Ci ludzie posługują się kłamstwem i nieprawdziwymi informacjami. To nieuczciwe - argumentowali radni.

Tekst oświadczenia został opublikowany w gazetach i trafił na miejskie słupy ogłoszeniowe. Do akcji ruszyli też radni. W ostatnich dniach trójka z nich, Dominik Dragon, Kajetan Gornig i Mieszko Adamkiewicz, wyszła na ulicę. W pobliżu stolika referendystów rozdawali tekst oświadczenia i przekonywali, że argumenty ich przeciwników są nieprawdziwe.

- Zostaliśmy bezpardonowo zaatakowani, musieliśmy jakoś zareagować. Taka kampania oszczerstw nie może po prostu przejść bez echa. Poza tym uważam, że całe to zamieszanie to początek kampanii wyborczej przed przyszłorocznymi wyborami. Wiadomo jakie są sympatie pana Zbigniewa Wygody, pełnomocnika grupy referendalnej, który w ostatnich wyborach parlamentarnych startował do sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości. Cała akcja ma silny podtekst polityczny - mówi Dragon i nie wyklucza, że najbliższych dniach radni znów wyjdą na ulice.

Według Wygody zwolennicy referendum mogliby już przestać zbierać podpisy, bo cel osiągnęli. Żeby referendum się odbyło, potrzebują poparcia 15,5 tys. gliwiczan. - W ostatnią sobotę mieliśmy już 17 tysięcy, ale akcję będziemy prowadzić dalej, żeby mieć duży zapas. Teraz już myślimy o przygotowaniu ulotek i plakatów do kampanii przed referendum - mówi Wygoda.

Jaki będzie kalendarz postępowania, jeśli referendyści do 17 sierpnia złożą u komisarza wyborczego wystarczającą liczbę podpisów? Wtedy referendum odbędzie się w październiku lub listopadzie, a największym problemem przeciwników będzie wymagana frekwencja. Żeby głosowanie było wiążące, do urn musi pójść trzy piąte tych, którzy oddali ważne głosy w ostatnich wyborach prezydenckich. W przypadku Gliwic to 32820 osób.

- Z frekwencją rzeczywiście zwykle jest kłopot, ale ostatni przykład Sopotu czy Olsztyna pokazuje, że przekroczenie wymaganego progu nie jest niemożliwe - mówi Wojciech Litewka, dyrektor Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Katowicach.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Dodaj nową wypowiedź
lub Zaloguj się jako użytkownik serwisu Wikidot.com
(nie będzie opublikowany)
- +
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License