(GW) Oszczędzanie według PKP. Można się załamać

PKP Przewozy Regionalne po raz kolejny zadrwiły z pasażerów. Choć od niedzieli do rozkładu jazdy wróciło 18 pociągów, to jednocześnie kolej zlikwidowała dziewięć połączeń, a cztery kolejne będą kursować tylko w dni robocze. - Można się załamać - wzdychają podróżni.

Gdy kilka dni temu przewozy regionalne, wspólnie ze Śląskim Urzędem Marszałkowskim ogłosiły, że od 1 marca do rozkładu jazdy wraca kilkanaście zlikwidowanych pociągów (wcześniej z rozkładu jazdy wycięto 52 połączenia), w sercach pasażerów pojawiła się nadzieja, że wreszcie coś zmienia się na lepsze. Tym większa, że to sami podróżni skrzyknęli się w internecie i wymusili na marszałku i kolejarzach zmiany w rozkładzie jazdy.

Radość okazała się jednak przedwczesna. Choć w niedzielę na tory wróciło 18 pociągów - głównie na trasie Gliwice - Częstochowa, Gliwice - Zawiercie oraz Bielsko-Biała - Częstochowa, to jednocześnie PKP Przewozy Regionalne wycięły kolejne połączenia. Dziewięć pociągów znikło całkowicie, cztery będą kursować tylko w dni robocze.

Ostatecznie można by machnąć ręką, że znikają pociągi z Jaworzna-Szczakowej do Dąbrowy-Górniczej Ząbkowic. I tak jeździło nimi niewielu pasażerów, głównie kolejarze, którzy chwalili sobie szczególnie poranny pociąg o 5.57.

Gorzej, że z rozkładu wypadł pierwszy pociąg z Rybnika do Pszczyny, którym do pracy w Rybniku dojeżdżało nie tylko wielu mieszkańców Pszczyny, ale również Suszca i innych miejscowości.

Ale już kompletną porażką okazała się decyzja, że pociąg z Raciborza do Bielska-Białej będzie kursował tylko w dni robocze. - Tymczasem najwięcej pasażerów jeździło nim właśnie w weekendy, bo była to jedna z niewielu możliwości dostania się w góry - alarmuje Łukasz Wała ze Stowarzyszenia Rozwoju Kolei Górnego Śląska, które przygotowało całą listę absurdów pojawiających się w nowym rozkładzie jazdy. Wystarczy następujący przykład: poranny pociąg do Katowic odjeżdża z Rybnika 4 minuty przed przyjazdem pociągu z Wodzisławia. Podróżni nie mają więc żadnych szans na przesiadkę.

Wielu pasażerów będzie musiało też zapomnieć o wygodzie, bo kolej nie zawahała się obciąć ilości miejsc - w 12 pociągach zamiast dwóch składów, będzie jeździł tylko jeden. Znikają też wygodne wagony piętrowe jeżdżące na niektórych trasach na Śląsku. - W zamian będą stare telepiące się jednostki elektryczne - zwraca uwagę Wała.

Krzysztof Kuś z Obywatelskiego Komitetu Obrony Kolei Województwa Śląskiego, który razem z innymi pasażerami i miłośnikami kolei walczył o przywrócenie zlikwidowanych połączeń, mówi, że ten rozkład jest już stracony. Trzeba walczyć, aby podobnych absurdów nie było na przełomie roku, gdy pojawi się nowy. - Niestety, po raz kolejny PKP Przewozy Regionalne postanowiły oszczędzać w najprostszy sposób, czyli wycinając połączenia. Szkoda, że nie pomyślano na przykład o ograniczeniu administracji - mówi Kuś i dodaje, że jedynym rozwiązaniem na przyszłość będzie powołanie przez województwo specjalnego koordynatora, który będzie dbał o interes pasażerów podczas tworzenia kolejnych rozkładów.

Wydaje się, że jest w tym sporo racji, bo zaskoczenia z ostatnich decyzji kolejarzy nie kryje nawet Piotr Spyra, członek zarządu województwa śląskiego. - Gdy negocjowaliśmy korektę rozkładu jazdy, była mowa o likwidacji jednego połączenia. Nie wiem dlaczego Przewozy Regionalne po raz kolejny zrobiły po swojemu - mówi Spyra i obiecuje, że zarząd województwa zażąda od PKP wyjaśnień w tej sprawie.

Tymczasem kolejarze tłumaczą, że nie mieli innego wyjścia, bo województwo w tym roku zgodziło się dać na połączenia lokalne sto milionów złotych i ani gorsza więcej. Logika kolejarzy nie była więc skomplikowana: aby gdzieś dołożyć połączenia, gdzieś trzeba było je obciąć. - Za każdym razem przeprowadziliśmy szczegółowe liczenie pasażerów. Z rozkładu wypadły tylko te pociągi, które jeździły puste, albo prawie puste - zapewnia Barbara Szczerek, rzecznik Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych PKP i dodaje, że oszczędności w jej firmie, to nie tylko cięcia pociągów, jak sądzi część pasażerów. - Już od dawna robimy tak, jak inne firmy w czasie kryzysu. Oszczędzamy na czym się tylko da. Od ołówków po papier do drukarek - zapewnia rzeczniczka.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Dodaj nową wypowiedź
lub Zaloguj się jako użytkownik serwisu Wikidot.com
(nie będzie opublikowany)
- +
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License